Kod rabatowy na rozruch wynajmu: jak go ustawić, żeby promocja nie zjadła sezonu

· Paweł

Na naszej klasowej grupie na Facebooku od tygodni żył jeden temat: zlot - 30 lat od matury. Ja akurat nie dałem rady pojechać.

Klasa rozjechała się przez te 30 lat po całej Polsce - i po świecie. Z większością nie mam w zasadzie żadnego kontaktu - poza rzeczoną grupą na FB. Naturalne więc, że rozmawiając ze starymi znajomymi, nadrabialiśmy zaległości: czyje dzieci już wyfrunęły w świat, kto gdzie pracuje.. - no, ogólnie co u kogo ciekawego słychać. I tak, od słowa do słowa, pochwaliłem się niedawnym otwarciem domu na wynajem.

Koledzy z klasy - starzy harcerze - jak usłyszeli o domu w górach, od razu zaczęli dopytywać o szczegóły i link do strony. Po paru odpowiedziach wpadłem na pomysł, że to doskonała okazja, żeby przyciągnąć pierwszych gości. Napisałem: przyjedź i weź znajomych. Z kodem rabatowym 🙂

Tylko że pierwsza wersja tego kodu w mojej głowie brzmiała „rabat dla wszystkich z klasy” - i dopiero przy głębszym przemyśleniu zrozumiałem, ile rzeczy może pójść nie tak..


Rabat bez żadnych granic to nie promocja. To obniżka cennika - tylko że nikomu jej nie ogłosiłeś.

Trzy ustawienia, które chronią sezon

Kod, który wrzucasz do grupy, żyje własnym życiem. Ktoś go prześle szwagrowi, szwagier koledze z pracy.. Nie mam nic przeciwko - ale nie chcę przez cały sezon wynajmować taniej.

Dlatego kod dla klasy ma trzy granice. Na przykład:

  • −20% od ceny pobytu, ale maksymalnie 30 rezerwacji z tego kodu - łącznie, nie na osobę,
  • ważny do końca kwietnia,
  • bez Bożego Narodzenia, sylwestra i Wielkanocy.

Dlaczego akurat tak:

  • Limit, bo kodu raz puszczonego w obieg nie da się „odwołać”. Łatwiej, żeby sam się wyczerpał.
  • Wyłączone święta, bo te terminy i tak się sprzedają. Rabat ma zapełnić listopad i luty, a nie oddać sylwestra taniej.
  • Termin do kwietnia, bo od majówki zaczyna się sezon, w którym promocja nie jest mi potrzebna.

Jedna rzecz zaskakuje gości: jeśli pobyt obejmuje choć jedną wyłączoną noc, kod nie działa wcale - nie ma „rabatu na część nocy”. Tak jest prościej i dla mnie, i dla gościa: albo cena z kodem, albo zwykła, bez liczenia, która noc się łapie.

Na razie nikt jeszcze na tym rabatu nie stracił. Ale wolę, żeby zasada była jasna, zanim ktoś trafi z kodem na sylwestra.

⚠ Zanim wyślesz kod do grupy: ustaw limit i wyłącz terminy, które sprzedajesz bez rabatu. Potem już tylko patrzysz, jak licznik rośnie.

Kod w linku, nie w wiadomości

Kodu nikt nie musi przepisywać. Wysłałem znajomym link do strony z kodem w adresie (?kod=…) - kalendarz rezerwacji otwiera się z wpisanym kodem i od razu pokazuje cenę po rabacie. Oczywiście, można go też wpisać „z palca”, jeśli ktoś dotarł do rezerwacji w inny sposób.

Na grupę wrzuciłem ten sam link jeszcze raz - jako kod QR na ładnym obrazku, „żeby było profesjonalnie” 🙂

A ja w panelu widzę przy kodzie licznik: „użyto 3 z 30”. Kiedy dojdzie do trzydziestu, kod przestaje działać sam. Gość, który spróbuje go po czasie, zobaczy: „Ten kod został już wykorzystany.” i zwykłą cenę - zamiast przykrej niespodzianki dopiero w mailu.

Anulowana rezerwacja oddaje miejsce w limicie. Więc „30 rezerwacji” to naprawdę 30 pobytów, a nie 30 kliknięć.

Na start, bez historii

Nowy obiekt ma problem kury i jajka: bez opinii trudno o rezerwacje, bez rezerwacji nie ma opinii.

Tu działa ten sam mechanizm, tylko z małym limitem: kod na pierwsze 5 albo 10 rezerwacji. Licznik pokazuje, ile już poszło, a kod sam się zamyka - bez pilnowania, kto był „dziesiąty”.

„Poleć znajomym” - ręcznie, ale w parę minut

Najlepszy gość to ten zadowolony, który przyprowadzi jeszcze kilku kolejnych.. Ruszyłem z tym właśnie teraz:

  1. Gość - przykładowo pani Ania - po pobycie dostaje własny kod dla znajomych, np. ANIA-POLECA: rabat 10–15% i limit 4 rezerwacje.
  2. Żeby było jej łatwiej, nasza pani Ania dostaje kod na wizytówkach - dwa razy tyle sztuk, ile wynosi limit. Z jednej strony standardowo (Wachata, logo itd.), z drugiej „Zapraszamy serdecznie”, kod tekstem (ANIA-POLECA) i kod QR z linkiem do strony rezerwacji - do zeskanowania telefonem.
  3. Licznik przy kodzie mówi, ile rezerwacji Ania przyprowadziła. Rezerwacje z tym kodem znajdę na liście, wpisując go w wyszukiwarkę w systemie.
  4. Za każdą rezerwację z polecenia Ania ma −5% na swój następny pobyt. Kiedy zechce przyjechać znowu, dostaje jeden kod jednorazowy (limit: 1 rezerwacja): 5% razy liczba poleceń. Trzy polecenia - jeden kod na −15%.

Dlaczego pani Ania dostanie jeden kod, a nie trzy po 5%? Bo rabaty się nie sumują - system wybiera jeden, najkorzystniejszy dla gościa. To akurat dobrze: zawsze wiem, ile maksymalnie oddaję.

Automatu do naliczania nagrody nie mam. Ale przy kilku poleceniach w miesiącu ręcznie to dwie minuty.

Dlaczego nie w wiadomości na Messengerze

Kod w wiadomości to jeszcze nie promocja. Ktoś musi pilnować, ile osób już z niego skorzystało, czy termin nie łapie świąt i czy rezerwacja nie przyszła po terminie - a potem tłumaczyć gościowi, że „tym razem się nie da”.

Ręcznie, przy etacie i obsługując gości telefonem i mailami - nie upilnowałbym tego. Dlatego limit, wyłączone terminy, link z kodem i licznik wbudowałem w zamelduj.pl - kalendarz rezerwacji sam liczy cenę z kodem albo bez i sam mówi gościowi, dlaczego.

A skoro już jest - może z tego korzystać każdy, kto prowadzi swój obiekt w zamelduj.pl.

Na co uważać

  • Rabaty się nie sumują. Gość z kodem, który rezerwuje tydzień, dostanie lepszy z dwóch: kod albo rabat za długi pobyt - nie oba.
  • Sezon „bez rabatów” (u mnie sylwester) blokuje promocje. Kod da się w nim świadomie dopuścić, ale to osobna decyzja.
  • Kod to nie tajemnica. Zakładaj, że trafi dalej, niż go wysłałeś - stąd limit.

Kody w zamelduj.pl: kod rabatowy z limitem rezerwacji, wyłączonymi terminami, linkiem z kodem i licznikiem użyć ustawiasz w Cenniku, w sekcji rabatów. Możesz go obejrzeć w demo bez logowania (w demo tylko do podglądu, bez zapisywania) - albo zostawić kontakt pod wpisem.

A Ty jak zapełniasz martwy sezon?

← Wróć do bloga